Wyemitowano wywiad Łukaszenki dla „Al-Arabiya”


 
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka udzielił 12 czerwca wywiadu kanałowi telewizyjnemu „Al-Arabiya”. Jest to międzynarodowy arabskojęzyczny kanał informacyjny, którego siedziba znajduje się w Rijadzie (Arabia Saudyjska). Kanał posiada również sekcję anglojęzyczną. Pomimo tego, że media te są zorientowane na region, w którym Białoruś nie odgrywa kluczowej roli, uporczywe prośby o wywiad świadczą o tym, że opinia białoruskiego przywódcy jest ważna również dla tej widowni. Na Bliskim Wschodzie jest on słyszany i słuchany
 
Wywiad trwał około półtorej godziny. Aleksander Łukaszenka odpowiedział na około dwadzieścia pytań. Dotyczyły one między innymi konfliktów na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie, poszukiwania rozwiązań istniejących sprzeczności i perspektyw pokojowego rozwiązania. Prezydent podzielił się swoją opinią na temat zachodzących na świecie globalnych zmian, opowiedział o kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi i krajami Unii Europejskiej, wypowiedział się na temat militaryzacji w szeregu krajów europejskich. Rozmawiano również o rozwoju współpracy z Arabią Saudyjską i innymi państwami Bliskiego Wschodu.

Wywiad przeprowadziła prezenterka wiadomości międzynarodowych i korespondentka stacji telewizyjnej Al-Arabiya Melinda Karen Nusifora.

Głowę państwa zapytano, czy w większym stopniu jest optymistą czy pesymistą co do dalszego rozwoju obecnej niestabilnej sytuacji światowej z wieloma konfliktami. 

"Fifty-fifty. Taka jest teraz sytuacja. Ale chciałbym być optymistą – powiedział Aleksander Łukaszenka. - Pani i ja, i wszyscy chcemy normalnie żyć w takim spokojnym, pięknym kraju, jakim jest Białoruś. Myślę, że i Australia (Melinda Karen Nusifora pochodzi z Australii) w swojej przeważającej części, gdzie żyją ludzie. Zwłaszcza Nowa Zelandia. Nigdy tam nie byłem, ale wydaje mi się, że Nowa Zelandia jest bardzo podobna do Białorusi". 

"Dlatego chce się żyć w spokojnym świecie i w pięknym kraju, gdzie można zarówno pracować, jak i znaleźć czas na odpoczynek" – dodał Aleksander Łukaszenka. 

Odpowiadając na pytanie, czy jest nadzieja na pokój zarówno w regionie, w którym znajduje się Białoruś, jak i na Bliskim Wschodzie, gdzie głównie działa kanał telewizyjny Al Arabiya, Aleksander Łukaszenka powiedział: "U nas bardzo trafnie i słusznie mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Dlatego nie tracimy tej nadziei. Bardzo trafnie pani zauważyła, że żyjemy dziś w najbardziej niebezpiecznych regionach, gdzie toczą się wojny. Dlatego czasem pozostaje tylko mieć nadzieję. A to, że nadzieja na pokój jest zawsze – to klasyka". 

"Zawsze mamy nadzieję na pokój, ponieważ historia nas do tego przywiodła. W przeciwieństwie do pani ojczyzny, zawsze żyliśmy i żyjemy w tym kipiącym kotle na skrzyżowaniu Europy i Azji. I wszystkie najcięższe wojny, starcia, konflikty odbywały się właśnie tutaj. Często prowadziliśmy nie swoje wojny, ale na naszej ziemi zawsze się one odbywały" – zauważył Prezydent.

Pytanie skierowane do głowy państwa dotyczyło globalnych zmian i upadku dawnego porządku światowego, opartego na pewnych zasadach. „Świat, niestety, nie stał się bezpieczniejszy – powiedział białoruski przywódca. – Mam 50 na 50 – zarówno ostrożność, jak i optymizm”. 

„Ale nie można w żadnym wypadku uważać, że to katastrofa – podkreślił Prezydent. – Jeśli spojrzeć na świat realistycznie, to jest zbyt wiele gadania, zbyt wiele wojny informacyjnej, która na szczęście nie wszędzie i nie zawsze przeradza się w gorącą wojnę. Dlatego nie jest to katastrofa”. 

Prezydentowi zadano pytanie, czy istnieje nadzieja na osiągnięcie pokoju w konfliktach na Ukrainie i z Iranem. 
„Świat jest obecnie bardzo niespokojny właśnie z powodu czynnika ludzkiego. To nie Bóg zesłał nam te wojny. To my sami do tego doszliśmy. Dlatego musimy zastanowić się, jak te wojny zakończyć. Jeśli chodzi o pytanie, czy w ogóle można zakończyć te wojny, zwłaszcza tutaj, w naszym regionie (a także w waszym regionie – na Bliskim Wschodzie) – to jak nigdy dotąd mamy taką możliwość”.

„Wszystko zależy dosłownie od kilku osób. Jeśli pojawi się taka wola, to te wojny można zakończyć na pewno jeszcze w tym roku. Nawet konflikt między Rosją a Ukrainą można zakończyć w tym roku”.

Jeśli chodzi o Bliski Wschód, prezydent jest przekonany, że nie ma tam innych opcji poza zakończeniem konfliktu. „I zostanie on zakończony w tym roku. Mam nadzieję, że nawet w najbliższym czasie. Przede wszystkim między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Iranem, jak to się mówi. Chociaż nie uważam, że jest to wojna między Amerykanami a Irańczykami. To przede wszystkim wojna między Izraelem a Iranem, w którą Amerykanie zostali wciągnięci z powodu krótkowzrocznego stanowiska i polityki niektórych przywódców Stanów Zjednoczonych Ameryki” – oświadczył białoruski przywódca.

Według niego obecne okoliczności wymuszają zakończenie tej wojny. „Znam stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, od którego wiele zależy w kwestii zakończenia tej wojny – jego celem jest zakończenie tej wojny. Jeszcze raz podkreślam: ponieważ nie ma innego wyjścia. I na tym polega różnica między tym konfliktem w Cieśninie Ormuz i Zatoce Omańskiej a wojną na Ukrainie. „Tutaj mamy do czynienia z bardziej złożonym konfliktem niż tam, w Iranie” – zauważył głowa państwa.

Aleksander Łukaszenka podkreślił, że obiektywne okoliczności i warunki zmuszają amerykańskie władze do zaprzestania presji militarnej na Iran. „Cóż, Izrael będzie całkowicie uzależniony od stanowiska Stanów Zjednoczonych Ameryki” – stwierdził głowa państwa.

„Dlatego uważam, że w tym roku konflikty te można zakończyć. I nawet nie mam nadziei, ale jestem przekonany, że zostaną one zakończone” – podsumował Aleksander Łukaszenka.

Prezydent Białorusi stwierdził, że nie ma militarnego rozwiązania konfliktów na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. 

„Jest bardzo wiele problemów, które trzeba rozwiązać. A problemy te można rozwiązać tylko przy stole negocjacyjnym. Nie ma rozwiązania militarnego ani w jednym, ani w drugim konflikcie” – podkreślił białoruski przywódca. 

„Dlatego trzeba się opamiętać, wziąć się w garść i pomyśleć, że zginie w przypadku kontynuacji działań wojennych bardzo wiele niewinnych ludzi” – powiedział Aleksander Łukaszenka.

Prezydent został zapytany o działania stron w kwestii zakończenia konfliktu – czy Iran powinien działać szybciej w tym kierunku. Zwrócono przy tym uwagę na zarzuty prezydenta USA Donalda Trumpa pod adresem strony irańskiej, że to ona opóźnia rozmowy pokojowe.

„Przede wszystkim to Stany Zjednoczone Ameryki powinny działać szybciej (jeśli użyć waszej terminologii). Powinno być też mniej rozmów na ten temat ze strony Trumpa i innych – jego doradców” – powiedział szef państwa. – W tym przypadku wiele zależy nie od Iranu, ale od USA. Obiektywnie na Iran wpływają wszyscy jego sojusznicy. A przede wszystkim Rosja i Chiny. One po prostu popychają Iran do zawarcia, jak mówi Trump, porozumienia, aby dyplomatycznie zakończyć ten konflikt”.

Aleksander Łukaszenka zwrócił uwagę, że konflikt wokół Iranu, w przeciwieństwie do konfliktu ukraińskiego, ma bardzo silny wpływ na światową gospodarkę i życie ludzi.

„Dlatego nie chodzi o Iran. Iran po prostu czasami reaguje na działania Stanów Zjednoczonych Ameryki, które przede wszystkim przedłużają ten konflikt. Irańczycy postępują po prostu: »Skoro tak się zachowujecie, my też będziemy się tak zachowywać«” – uważa prezydent.

Aleksander Łukaszenko zauważył, że to tylko to, co widać na powierzchni. „Nie widzimy z wami głębi, ponieważ nie uczestniczymy w tych negocjacjach. A tam, pod tą „zasłoną”, mogą kryć się różne tendencje. A biorąc pod uwagę, że w USA czasami rano mówi się jedno, a wieczorem – coś innego, trudno tu zrozumieć, co naprawdę się dzieje” – zauważył.
Aleksander Łukaszenka uważa, że Stany Zjednoczone nie zdecydują się na przeprowadzenie lądowej operacji wojskowej w Iranie. „No i co dalej? Iranu nie da się pokonać rakietami. To ogromne terytorium. Żadnego z krajów nie da się pokonać rakietami. Tak, można rozbić, zniszczyć i tak dalej. Ale potrzebna jest operacja lądowa. Stany Zjednoczone Ameryki nigdy nie zdecydują się na zakrojoną na szeroką skalę operację lądową, nawet na niewielką, ponieważ zginą tysiące Amerykanów. Ameryka tego nie przeżyje. Zwłaszcza w sytuacji, jaka dziś panuje w USA wobec rządzącej Partii Republikańskiej” – oświadczył białoruski przywódca. 

Podkreślił, że zawsze, rozpoczynając coś, trzeba myśleć o tym, co będzie potem. „No cóż, USA zadały cios Iranowi. I co z tego? Żadna z kwestii, żadnych problemów, które poruszali, żadnego z zadań, które Amerykanie musieliby rozwiązać w Iranie, nie zostało rozwiązane. Wręcz przeciwnie. Dlatego trzeba myśleć, zwłaszcza jeśli wkracza się do obcego kraju” – powiedział Aleksander Łukaszenka.- 

Prezydent jest przekonany, że obiektywne okoliczności i przyczyny skłaniają zaangażowane strony – Stany Zjednoczone, Izrael i Iran – do zakończenia tego konfliktu.

Aleksander Łukaszenka wypowiedział się na temat blokady Cieśniny Ormuzkiej, w tym odnosząc ją do dążenia Iranu do uzyskania kompensaty za agresję wobec niego.

"My też ich w tym zakresie rozumiemy. Dlatego Izrael i USA, które zaatakowały Iran, powinny pomyśleć o tym, jak zrekompensują te szkody" – powiedział Aleksander Łukaszenka.

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o blokadę Cieśniny Ormuzkiej, Prezydent nie skłania się ku przekonaniu, że Irańczycy chcą tam wstrzymać żeglugę. "To nie leży w ich interesie. Ponieważ jeśli Cieśnina Ormuzka zostanie zablokowana, bogate kraje Zatoki znajdą inną drogę. W końcu poprowadzą rury z północy na południe przez Oman i na Oceanie Indyjskim będą tankować swoje tankowce. Dlatego to nie leży w interesie Iranu" – jest przekonany białoruski przywódca.

Głowa państwa został zapytany, czy Stany Zjednoczone, dążąc do rozwiązania konfliktu z Iranem, mogą wywrzeć wpływ na Izrael, aby ten z kolei zaprzestał agresji.

„Oczywiście, że mogą. Świadczą o tym niektóre ostatnie wydarzenia” – powiedział Aleksander Łukaszenka.
Jako przykład podał otwarty konflikt między Prezydentem USA Donaldem Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, w trakcie którego, jak się podaje, amerykański przywódca skrytykował izraelskiego premiera za ataki na Liban. 

„Był to jeden z warunków Iranu – nie atakować Libanu – podczas próby osiągnięcia porozumienia. Jednak Izrael, w sposób dla siebie charakterystyczny, zaczął uderzać, tak jak wcześniej, na południu Libanu. I nie tylko na południu. W rezultacie giną niewinni ludzie” – zauważył głowa państwa. 

Według Aleksandra Łukaszenki reakcja Donalda Trumpa na te wydarzenia przyniosła pewien efekt, ujawniając zależność Izraela. „Kiedy Trump przywołał do porządku Netanjahu, coś się udało. Pod tym względem udało się jednak powstrzymać Izrael. A Donald Trump powiedział wprost: jeśli nie będzie go słuchał, to Izrael zostanie sam – powiedział Prezydent. – Tego Izrael boi się najbardziej. Ponieważ znajduje się stosunkowo niedaleko Iranu, a Iran ma wszelkie możliwości, by zaatakować Izrael. A jeśli Izraelczycy nie będą mieli amerykańskich rakiet, to system obrony przeciwrakietowej „Żelazna Kopuła” zostanie przebity. Izraelczycy na swojej ziemi otrzymają to, czego nie chcą i czego się nie spodziewają”.

Głowa państwa zauważył, że zależność Izraela była zrozumiała już wcześniej, ponieważ kraj ten nie dysponuje ogromnymi zasobami, by samodzielnie prowadzić wojnę z Iranem. Tym bardziej, że Izrael jest otoczony światem muzułmańskim, choć ten ostatni jest bardzo zróżnicowany i nie ma wewnętrznej jedności. 

Aleksander Łukaszenka zwrócił w tym kontekście uwagę, że każda wojna może mieć nieprzewidywalne konsekwencje – skierować wydarzenia w takim kierunku, który w czasie pokoju trudno przewidzieć. „Dlatego Izrael musi być tutaj bardziej ostrożny, bardziej rozważny. Już i tak w społeczności międzynarodowej zyskali taką opinię, że gorzej być nie może, po zbombardowaniu Gazy. Wiele osób spojrzało nawet na historię: „Jaki holokaust?! Jaki może być holokaust, o którym mówili Izraelczycy, skoro zabili tak wielu ludzi, a przede wszystkim kobiety i dzieci?” – zauważył Prezydent. – Tam w ogóle wszystko zrównano z ziemią. Zamierzają zbudować jakiś kurort na ludzkich kościach. To przecież kompletna głupota”. 

„Dlatego Izrael też musi, jak to u nas mówią, wziąć się w garść i pomyśleć o swojej przyszłości. W przeciwnym razie nie pomoże im nawet broń jądrowa” – dodał głowa państwa. 

"Wiele błędów popełniono, jeśli zagłębić się w ten konflikt. Jednym z błędów USA i Izraela jest to, że zjednoczyli dość podzielone społeczeństwo Iranu. Społeczeństwo Iranu było w pewnym stopniu podzielone przed tym konfliktem. Amerykanie i Izraelczycy pomogli zjednoczyć to społeczeństwo. Z ich punktu widzenia to błąd. Dla Iranu to dobrze" – powiedział głowa państwa. 

Aleksander Łukaszenka uważa również, że jeśli Iran rzeczywiście zajmował się opracowywaniem broni jądrowej, to podjęte bombardowania nie powstrzymają tego procesu. "Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej go pobudzą. Jestem całkowicie pewien, że opracowywanie broni jądrowej w Iranie, jeśli istniało do tej pory, będzie kontynuowane" – oświadczył Prezydent. 

Głowa państwa wskazał w tym kontekście na kolejny błąd, popełniony przede wszystkim przez USA, które nie zgodziły się na propozycję Teheranu dotyczącą wywozu materiałów jądrowych do Chin. "Dlaczego Amerykanie nie zgodzili się, aby Iran wywiózł ten wzbogacony uran do Chin? Chiny są państwem nuklearnym. Produkują wzbogacone paliwo jądrowe do broni jądrowej. Nikt nie zabrania Chinom, nikt nie naciska na Chiny. Niechby tam wywieźli i te materiały byłyby pod kontrolą". 

Według słów głowy białoruskiego państwa, nawet jeśli dopuścić, że Chiny mogłyby wykorzystać te materiały z Iranu do stworzenia sobie dodatkowych rakiet z głowicami jądrowymi, to w strategicznym planie nie miałoby to żadnego efektu. "Chiny nie dysponują taką liczbą głowic jądrowych jak Rosja i USA. Cóż, byłoby o kilkanaście rakiet więcej" – zauważył Aleksander Łukaszenka. 

Przytoczył przykład Białorusi, która dysponuje materiałami jądrowymi znajdującymi się pod kontrolą MAEA. "Zgodziliśmy się na to kiedyś. I świat nie ma do nas żadnych pretensji, mimo że posiadamy te materiały jądrowe. Dokładnie tak samo mogłyby być kontrolowane w Chinach" – powiedział Prezydent. 

"Ale Amerykanie się uparli. Jestem przekonany, z powodów politycznych. Chiny są głównym rywalem USA. Trzeba się z tym zgodzić. Głównym rywalem, który rozwija się szybciej niż USA. I czemu było przeszkadzać? Niechby Iran wywoził tam. Iran nie odda materiałów jądrowych Stanom Zjednoczonym Ameryki. To też z takich zasadniczych politycznych i dyplomatycznych powodów. Jak oddać te materiały agresorowi? Dlatego właśnie uparli się, można powiedzieć, przy drugorzędnych kwestiach z punktu widzenia ich rozwiązania. Trzeba było iść w tym kierunku" – podkreślił białoruski przywódca.

Prezydent Białorusi nazwał konflikt z Iranem fatalnym błędem USA. "Nie można było tego zrobić" – podkreślił białoruski przywódca. 

Odpowiadając na pytanie, czy USA zrobiły to same, czy zostały popchnięte przez sojusznika, Aleksander Łukaszenka powiedział: "To, że Izrael wciągnął Amerykę w tę wojnę, jest faktem. Duży czy mały fakt – nie wiem, czas pokaże. Ale to, że Amerykanie nie są krajem, który można prowadzić na krótkiej smyczy, to też fakt. Dlatego nie było możliwe wciągnięcie Ameryki w ten konflikt jak jakiegoś baranka, gdyby sami tego nie chcieli". 

Prezydent zauważył, że USA być może uważały, że mogą rozwiązać każdy problem siłą militarną. Do tego dochodziła prowokacja ze strony Izraela. "Lobby izraelskie w USA jest bardzo silne. Przyznajemy to. Bogaci, wpływowi ludzie – mają wpływ. Ale ty jesteś Prezydentem. Twoi doradcy, asystenci ds. bezpieczeństwa narodowego, ministerstwo (nie wiem, wojny czy obrony), Departament Stanu – oni też powinni byli myśleć głową: "Co potem?" – zauważył głowa państwa. 

Aleksander Łukaszenka w tym kontekście jeszcze raz podkreślił, że "śmieszne i niewłaściwe byłoby" twierdzenie, że ledwie dostrzegalny na politycznej mapie świata Izrael mógł wciągnąć w wojnę takiego "słonia" i potężne państwo jak USA. "Amerykanie, mówiąc wprost, chcieli być wciągnięci w tę wojnę" – podzielił się swoją wizją sytuacji Prezydent. 

Aleksander Łukaszenka powiedział, że istnieją grupy państw, które skłaniają zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone do pokojowego rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Według głowy państwa obiektywne okoliczności zmuszają Amerykanów do podjęcia działań dyplomatycznych w celu zakończenia wojny. Do tego dążą również te państwa regionu, na których terytorium znajdują się bazy wojskowe USA. 

„Turcja, Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie i tak dalej. Wszystkie one opowiadają się za zakończeniem tego konfliktu i nawiązaniem normalnych stosunków. Wszystkie wymienione kraje powiedziały o tym Trumpowi: »Nie chcemy tam wojny«” – zauważył Aleksander Łukaszenka. – Żadne z państw sojuszniczych USA, jeśli można je tak teraz nazwać, nie opowiedziało się za kontynuacją konfliktu w celu ukarania Iranu. Pomimo tego, że niektóre kraje, na przykład Zjednoczone Emiraty Arabskie w stosunku do Iranu, miały poważne kwestie do rozwiązania. 

Z drugiej strony są kraje, które popychają Iran do osiągnięcia porozumień. „Iran jest popychany przez duże kraje, takie jak Chiny, Rosja, Indie, które kupowały bardzo dużo surowców węglowodorowych w Iranie. W tym również Pakistan, gdzie toczyły się i toczą się rozmowy amerykańsko-irańskie. Zachęcają Iran spokojnie, można powiedzieć, w przyjaznym tonie, do osiągnięcia porozumienia” – powiedział Prezydent. 

Aleksander Łukaszenka wypowiedział się również na temat ataków Iranu na amerykańskie bazy, które znajdują się w wielu krajach regionu: „Z punktu widzenia Iranu – słusznie. Trwa wojna. Iran atakuje bazy Stanów Zjednoczonych Ameryki – agresora, jak uważają, który zaatakował Iran. Co tu jest nie tak? Wszystko jest tak”. 

Jeśli chodzi o drony, które podczas tych ataków czasami spadają w zupełnie innych miejscach, Prezydent stwierdził, że jest to obiektywna rzeczywistość, z którą boryka się również Białoruś, znajdując się w pobliżu teatru działań wojennych. Zdarza się, że bezzałogowe statki powietrzne zbaczają z pierwotnych celów i tras, czy to pod wpływem systemów zakłócania elektronicznego, czy z innych przyczyn technicznych. „My również doświadczamy tego obecnie ze strony Ukrainy i Rosji. One między sobą walczą, a drony wlatują na nasze terytorium. Dokładnie tak samo jest tam” – powiedział głowa państwa. 

„Walczą Izrael i USA z jednej strony, a Iran z drugiej. Te walczące siły są popychane z jednej i drugiej strony przez określone kraje” – podsumował Aleksander Łukaszenka. 

Prezydent zgodził się również z opinią dziennikarza, że sytuacja na Bliskim Wschodzie w wyniku konfliktu uległa zmianie i nadal się zmienia. Jednak, jak podkreślił Aleksander Łukaszenka, ważne jest jeszcze coś innego: „Tam nigdy nie będzie tego, co było przed tym konfliktem”. 

W jednym z pytań zadanych podczas wywiadu pojawiła się myśl, że atak Izraela i USA na Iran pod pretekstem powstrzymania programu jądrowego tego kraju mógł skłonić inne państwa do pozyskania broni jądrowej do swojego arsenału, aby w przyszłości zagwarantować sobie „parasol” przed podobnymi atakami. 

„Wiele krajów o tym mówi. Ale to droga donikąd. To droga do zniszczenia. Bo jeśli masz broń, to wisi ona na ścianie do czasu. Ale broń jest po to, żeby z niej strzelać. Dzisiaj mówimy, że broń jądrowa jest czynnikiem powstrzymującym. Jednak posiadanie broni jądrowej przez wszystkie kraje świata to droga donikąd. Wcześniej czy później może dojść do konfliktu jądrowego, i planeta zostanie zniszczona. Dlatego nie popieram tego, aby kraje świata posiadały tę broń jądrową” – zauważył Aleksander Łukaszenka. 
„Jestem za rozbrojeniem jądrowym. I powinno to dotyczyć wszystkich: Rosji, USA, Chin, Izraela, Indii, Pakistanu i innych krajów” – oświadczył białoruski przywódca. 

Jednak Aleksander Łukaszenka uważa, że z punktu widzenia sprawiedliwości Iran może w pełni zgłaszać roszczenia do posiadania broni jądrowej.

„Czy USA mają broń jądrową? Mają. No dobrze, USA, prekursorzy broni jądrowej, mają ją od dawna. Ale Izrael milczy przecież na temat tego, że posiada broń jądrową. No to Irańczycy mogą zapytać, dlaczego oni nie mogą posiadać broni jądrowej? Tym bardziej, że w pobliżu znajdują się Indie i Pakistan – mocarstwa jądrowe” – powiedział głowa państwa. 

„Jeśli jest to czynnik powstrzymujący i gwarantujący, że nikt nigdy cię nie zaatakuje, jeśli posiadasz broń jądrową, to Iran ma prawo, podobnie jak inne kraje, posiadać tę broń jądrową w celu swojej obrony” – oświadczył Aleksander Łukaszenka. 

Głowa państwa został poproszony o skomentowanie oskarżeń ze strony Kijowa dotyczących rzekomych planów Rosji dotyczących rozpoczęcia z terytorium Białorusi nowej ofensywy na Ukrainę. Odpowiadając na pytanie, czy temat ten był omawiany z rosyjskim przywódcą, Aleksander Łukaszenka zapewnił, że rozmowa miała zupełnie inny charakter. 

„Wielokrotnie mówiliśmy o tym, że absolutnie niedopuszczalne jest, aby wojna Ukrainy z Rosją przeniosła się na terytorium Białorusi. Z różnych powodów – oświadczył Prezydent. - Rozmawialiśmy z Putinem o tym problemie w związku z tym, że zawsze pojawiał się on w środkach masowego przekazu. I mówię szczerze, mogę dosłownie powtórzyć, co powiedział mi prezydent Rosji: „Rozumiemy, że włączenie się Białorusi w jakiejkolwiek roli do wojny, do konfliktu – jest nie do przyjęcia. Przyniesie to więcej szkody niż pożytku”. Oto, jeśli mam szczerze odpowiedzieć na to pytanie”. 

W wywiadzie głowa państwa bardzo szczegółowo i szczerze opowiedział o przyczynach takiego stanowiska. 

„Po pierwsze. Białoruś (rozumiemy to, dlatego nie chcemy walczyć) jest bardzo wrażliwa pod względem militarnym, jeśli Ukraina zacznie atakować Białoruś tak samo, jak atakuje Rosję. Ponieważ Białoruś jest dla ukraińskiego wojska jak na dłoni. Doskonale rozumiemy, że nasze główne obiekty zapewniające funkcjonowanie kraju – produkcyjne i logistyczne – znajdą się pod ostrzałem. Jak oświadczyli, mają już wytypowanych 500 takich celów na terytorium Białorusi” – stwierdził Aleksander Łukaszenka. 

Drugi powód, kontynuował głowa państwa, polega na tym, że naród białoruski nie akceptuje wojen: „Mamy już tego dość w historii. Rozumiemy, że zginie wielu naszych żołnierzy. Po co mają ginąć?”. 

Trzeci powód: w przypadku przystąpienia Białorusi do wojny znacznie wydłużyłaby się linia frontu. „Front dla Rosji przede wszystkim (oczywiście także dla nas) wydłużyłby się o 1,5 tys. kilometrów białorusko-ukraińskiej granicy” – powiedział Aleksander Łukaszenka. „W obecnym przebiegu wojny nie będziemy w stanie zapewnić wraz z Rosjanami ochrony tego odcinka” . 

Prezydent stwierdził również, że przy takim rozwoju wydarzeń kraje bloku NATO wspierające Ukrainę mogą wprowadzić tam swoje wojska. „Wtedy ta wojna nabierze nowego charakteru. Będzie to wojna Białorusi i Rosji przeciwko blokowi NATO. Chociaż nie wykluczam, że może do tego dojść i bez tego” – powiedział. 

Według Aleksandra Łukaszenki istnieje wiele innych powodów, w tym humanitarnych. Wynika to z tego, jak ściśle splecione są więzi pokrewieństwa ludzi mieszkających po obu stronach granicy białorusko-ukraińskiej. 

"Otrzymałem raport naszego wywiadu o nastrojach po drugiej stronie ukraińskiej granicy. I na Białorusi nastroje. Tam wszystko jest splecione. Na Ukrainie mieszkają rodziny Białorusinów, na Białorusi, u nas na południu, mieszkają rodziny Ukraińców. Są wspólne rodziny- założyli rodzinę, wychowali dzieci, żyli jak normalni ludzie. Granicy nie było-powiedział szef państwa. - Ukraińcy przychodzili do nas przez granicę, Białorusini na Ukrainę jeździli swobodnie. Kiedyś jeździłem na Ukrainę. Nawet moje korzenie są gdzieś między Czernihowem a Kijowem – moich przodków. I mamy to wszystko odrzucić, zapomnieć i zacząć walczyć? Nie". 

Odpowiadając na pytanie prowadzącej, czy Ukraina ma czego się bać ze strony Białorusi, Aleksander Łukaszenka oświadczył: "Absolutnie niczego. I oni o tym wiedzą, i wojskowi o tym wiedzą. Naród Ukrainy o tym wie. Z powodu jakichś politycznych ambicji ten temat jest podgrzewany".

Prezydent zauważył, że media nieco podkręciły ten temat. "No a Zełenski się do tego dopasował. Zaczął składać oświadczenia przeciwko Białorusi. Zastanawiałem się początkowo, po co mu to. Przecież on rozumie, a wojskowi mu raportują (wiem to na pewno), że żadnego zagrożenia ze strony Białorusi nie ma. Niemniej jednak składa te oświadczenia" – powiedział głowa państwa. 

Uważa, że do takich oświadczeń Władimira Zełenskiego popycha Zachód. Przecież wcześniej na Ukrainie nie było rozmów o możliwości ataku z kierunku białoruskiego, a największe zaniepokojenie tym tematem wyrażali Europejczycy. "Wydaje mi się, że nastąpił nacisk krajów zachodnich na Zełenskiego. No to on złożył te niezgrabne, zupełnie niepotrzebne oświadczenia" – uważa Aleksander Łukaszenka. 

Jedną z cech charakterystycznych obecnego konfliktu na Ukrainie jest brak ludzkich zasobów do prowadzenia działań wojennych, powiedział Prezydent Białorusi. 

„Zawsze występował deficyt ludzi po jednej lub drugiej stronie. Rosjanie mają ten deficyt. Być może nie taki jak na Ukrainie, ale jest. Ale to jest główna kwestia tego konfliktu – zabrakło ludzi” – powiedział głowa państwa. 

Pojawiło się pytanie o wzmocnienie przez stronę ukraińską północnej granicy i skupienie tam dodatkowych zasobów – pod pretekstem reakcji na rzekome zagrożenie atakiem z kierunku białoruskiego. 

Aleksander Łukaszenka wyraził wątpliwości, czy w rzeczywistości takie wzmocnienie ma miejsce. „On nie skupia tam żadnych zasobów – powiedział Prezydent. – Nawet gdyby chciał je tam wysłać, nie ma takiej możliwości. Zachód już mu daje do zrozumienia i otwarcie mówi: „Nie potrzebujesz broni. Potrzebujesz ludzi”. 

Aleksander Łukaszenka przypomniał, że linia frontu między Rosjanami a Ukraińcami rozciąga się na tysiąc kilometrów i Kijów nie może jej osłabić, wycofując stamtąd żołnierzy: „Nie może on wycofać wojsk ani z Donbasu, ani z Zaporoża, ani z kierunku charkowskiego czy ługańskiego, aby przenieść je na granicę białoruską”. 

Głowa państwa powiedział, że po drugiej stronie granicy na Ukrainie znajdują się głównie oddziały terytorialne, do których powołano zwykłych cywilów. „Kiedy w mediach słowna wymiana zdań osiągnęła swój punkt kulminacyjny, Ukraińcy wycofali oddziały, które tam mieli, około 40 kilometrów od granicy” – powiedział białoruski przywódca. 

„Rozumiemy, kto po drugiej stronie jest przeciwko nam. To wczorajsi mechanicy i robotnicy, z których nie wszyscy potrafią strzelać. I co, mamy ich zaatakować? Profesjonalną armią? Nie, oczywiście, że nie – oświadczył Prezydent. – Dlatego nie może tam nic zebrać. Myślę nawet, że gdyby ten konflikt rozpoczął się z terytorium Białorusi, Ukraina nie miałaby tam czym się przeciwstawić. Poza dronami – zaatakowaliby nasze obiekty cywilne i przedsiębiorstwa”.

Głowa państwa wspomniał o niedawnym spotkaniu w Londynie tzw. europejskiej Wielkiej Trójki (Wielka Brytania, Francja, Niemcy) z Władimirem Zełenskim. W wyniku spotkania przyjęto wspólne oświadczenie. „Składające się z pięciu punktów, w których wysuwają oni wobec Rosji żądania nie do przyjęcia” – zauważył Aleksander Łukaszenka. 

Powiedział, że długo zastanawiał się nad tymi pięcioma punktami oraz nad pytaniem, dlaczego czołowe kraje europejskie wymagają od Rosji niemożliwych do spełnienia środków. „Klasyka. Zawsze na początku dialogu, jeśli tego chcą (a wydaje się, że państwa europejskie już są do tego skłonne), podczas negocjacji stawia się najwyższą poprzeczkę, aby później można było od niej ustąpić. Myślę, że to jest ich stanowisko na początku negocjacji” – podsumował głowa państwa. 

„Stanowisko Rosji jest również maksymalne, zostało ono przedstawione. Teraz jednak trzeba zasiąść do stołu negocjacyjnego i zbliżyć te stanowiska. A aby zbliżyć stanowiska, trzeba pójść na kompromis. Jeśli chcemy zakończyć tę wojnę – jedna strona i druga” – dodał Prezydent.

Głowa państwa został zapytany, czy uważa, że NATO lub europejscy sojusznicy Ukrainy zachowują się prowokacyjnie i „mącą sytuację”. 

„Nie powiem, że to NATO mąci sytuację. Obecnie ingerencja NATO w procesy na Ukrainie jest bardzo niebezpieczna, nie można tego robić. Może to sprowokować nie tylko eskalację – może sprowokować konflikt nuklearny. A to wszystko oznacza co najmniej zniszczenie całej Europy, a może nawet całej planety. Nie jest to nawet korzystne dla Stanów Zjednoczonych Ameryki, które rzekomo znajdują się daleko – za oceanem. Nie jest to korzystne dla nikogo. Dlatego nie sądzę, aby NATO, będąc zainteresowane tym konfliktem, mąciło w tej sprawie” – powiedział Aleksander Łukaszenka. 

Głowa państwa stwierdził jednocześnie, że u nich, a przede wszystkim wśród wojskowych, istnieje taka chęć walki, ogrzania rąk na wojnie. „Niektóre kraje zachowują się nieadekwatnie. Takie jak nasi sąsiedzi. Liczą na to, że jeśli wybuchnie wojna z Rosją i Białorusią, to walczyć będą Niemcy, Francuzi, może Amerykanie, a oni będą gdzieś w drugim echełonie. Tak nie będzie. Amerykanie nie są głupcami, zachodni też nie. Lubią, i zauważyliście to, walczyć cudzymi rękami i z daleka. A z daleka nie da się wygrać” – oświadczył Prezydent. 

Nie wyklucza on również, że komuś w bloku NATO zależałoby na sprowokowaniu jakiegoś konfliktu. „Nie sądzę jednak, by była to powszechna opinia przywódców państw członkowskich NATO” – zaznaczył. 

Szef państwa został zapytany, dlaczego wojna trwa do dziś, podczas gdy wcześniej zapowiadał szybkie zakończenie konfliktu. 

„W trakcie działań wojennych na początku konfliktu nie tylko ja, ale wszyscy na świecie rozumieli, że wojna zakończy się szybkim zwycięstwem Rosjan. Wynikało to przede wszystkim z tego, że Rosjanie byli w Kijowie – powiedział białoruski przywódca. – Ale potem niektórzy politycy i siły poprosili Putina, by się zatrzymał, wycofał wojska z Kijowa i zawarł porozumienie pokojowe. Widząc taką sytuację oraz to, że ginie sporo ludzi i że wojna, powiedzmy sobie szczerze, nie przebiega do końca zgodnie z zaplanowanym scenariuszem, Putin zgodził się i wycofał swoje czołowe oddziały z Kijowa. Przed tym wydarzeniem wszyscy rozumieli, że dni Ukrainy są policzone”. 

Niektórzy uważają tę decyzję głowy państwa rosyjskiego za błędną. Natomiast zdaniem Prezydenta Białorusi miała ona na celu przywrócenie pokoju między stronami konfliktu. Niestety, tak się nie stało. „Po raz kolejny, jak sądzę – wiem to – siły te oszukały. To był Watykan. I, co zaskakujące, Izraelczycy. W imieniu Zełenskiego oświadczali: koniec, idziemy na pokój, zgadzamy się. No i inni” – stwierdził Aleksander Łukaszenka. 

„Sami oceńcie, kto ma rację, a kto jest winny w tej sprawie. Ale opieraliśmy się (w tym ja) na obiektywnych faktach, które miały miejsce na polu bitwy” – zauważył Prezydent. 

Aleksander Łukaszenka stwierdził również, że zarówno on, jak i białoruscy wojskowi oraz przedstawiciele Sztabu Generalnego uważają, że gdyby Rosjanie kontynuowali wówczas ofensywę, to „nie pozostałby tam ani Zełenski, ani nikt inny”. „A potem wojna się przedłużyła. Wojna trwa już piąty rok, nikt nie osiągnął swoich celów” – stwierdził głowa państwa. 

Prezydent stwierdził przy tym, że Rosjanie posuwają się naprzód na polu bitwy i ogólnie odnoszą większe sukcesy niż Siły Zbrojne Ukrainy. "Na froncie krok po kroku, metodycznie Rosjanie posuwają się naprzód. Powoli, ale się posuwają. Powiem szczerze, Ukraińcy czasami skutecznie bronią się na froncie. Ale nie odnoszą tak dużych sukcesów jak Rosjanie" – uważa głowa państwa. 

"Jeśli Rosjanom uda się otoczyć tę aglomerację i wyzwolić lub zająć część obwodu donieckiego, gdzie okopały się wojska ukraińskie, ich dni będą policzone. Ponieważ główny szkielet wojsk ZSU Ukrainy znajduje się w tej części obwodu donieckiego" – oświadczył Prezydent. 

Według Aleksandra Łukaszenki, na Ukrainie zdają sobie sprawę, jakie znaczenie ma obecnie starcie o to terytorium. Jednak tam dotkliwie brakuje ludzi do udziału w działaniach bojowych i są problemy z dostępnością broni. Jednocześnie Ukraińcy bardzo skutecznie działają za pomocą dronów. Ale i Rosjanie osiągnęli również bardzo wysoki poziom walki swoimi bezzałogowymi statkami powietrznymi. 

"Tak więc zadają ciosy. Rosja uderza rakietami i dronami na całej Ukrainie.
A Ukraińcy zadają ciosy zarówno cywilom, jak i zabytkom historii i kultury, rafineriom ropy naftowej, przedsiębiorstwom. W całej Rosji aż po Ural uderzają dronami. Taka jest teraz wojna" – zwrócił uwagę białoruski przywódca.

Głowa państwa został zapytany o swoje dość krytyczne słowa pod adresem Zełenskiego oraz o to, jak ma się to do niedawnej propozycji osobistego spotkania. 

„Być może gdzieś przesadziłem, ale była to odpowiedź na jego nie na temat wypowiedzi: »Mamy 500 celów, wiemy, gdzie znajduje się Łukaszenka. Jutro uderzymy rakietami, dronami«. Milczałem. Nawet wszyscy się dziwowali, że milczałem. Rozumiałem: ten człowiek znajduje się pod taką presją, to młody człowiek, niedoświadczony, nie jest wojskowym. Może coś w głowie mu nie zadziałało. Ale kiedy zaczęto mi grozić, byłem zmuszony odpowiedzieć” – powiedział głowa państwa. 

„Jeśli Władimir Aleksandrowicz poczuł się urażony, przepraszam go za te słowa. Może nie powinienem był tego mówić, biorąc pod uwagę, że on przecież prowadzi wojnę. Ale z drugiej strony, on musi zrozumieć, że… U nas często się mówi: jak witają, tak i odpowiadają”. – oświadczył Aleksander Łukaszenka. 

Zaznaczył, że Zełenski powinien być bardziej ostrożny i rozważny. „Tym bardziej, że doskonale rozumie, iż ze strony Białorusi, a zwłaszcza z mojej strony, nie należy oczekiwać żadnych działań wojennych. Od pierwszych dni wojny proponowałem mu, jak dojść do porozumienia, jak zawrzeć pokój. Gdyby mnie wtedy posłuchał, w 2022 roku, nie byłoby dziś rozmów o tym, gdzie się zatrzymać – na linii styku czy oddać jeszcze 13% Donbasu, którego Rosjanie nie odzyskali. Ale on mnie wtedy nie posłuchał” – zauważył białoruski przywódca. 

„Powinien się uspokoić i pogodzić się z tym: nie należy prowokować mnie ani Białorusinów. Na Białorusi jest bardzo wielu ludzi, którzy pragną pokoju tak samo jak on i Ukraińcy” – podsumował Aleksander Łukaszenka.

„Dzisiaj należy podjąć wszelkie kroki, aby poprzez kompromisy osiągnąć porozumienie pokojowe. Na dłuższą metę” – podkreślił głowa państwa, odpowiadając na pytanie o to, jak jego zdaniem może wyglądać pomyślne zakończenie konfliktu na Ukrainie. 

Aleksander Łukaszenka położył nacisk na rolę przywódców odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji. „Jeśli po obu stronach (nie tylko Putin, Zełenski, ale także przywódcy europejscy) uświadomią sobie, że to już koniec, impas, dalej nie da się iść, dalej będzie eskalacja, i sytuacja będzie jeszcze gorsza… Jeśli to dotrze do świadomości walczących i ich zwolenników, to znaczy, że można osiągnąć kompromis” – powiedział białoruski przywódca. 

„Jakie konkretne kroki można podjąć w celu osiągnięcia kompromisu? Nie chcę o tym mówić, ponieważ zostanie to rozstrzygnięte przy stole negocjacyjnym i to nie ja będę o tym decydował, ale strony bezpośrednio zaangażowane w ten konflikt” – dodał Prezydent. 

Odnosząc się do ewentualnego pośrednictwa Białorusi w rozwiązaniu konfliktu, Aleksander Łukaszenka zaznaczył swoje negatywne nastawienie do samego pośrednictwa. „Nie znoszę tego. Dlaczego? Kiedy zaostrzyły się stosunki między Zachodem a Białorusią, chętnych do pełnienia roli pośredników było bardzo wielu. Powiedziałem wtedy: dziękujemy, nie trzeba, spróbujemy dojść do porozumienia bez pośredników” – wyjaśnił Prezydent. 
„W ogóle nie lubię pośrednictwa. Z filozoficznego punktu widzenia lądujesz między kamieniami młyna, mogą cię po prostu zmielić i wypluć. Znamy swoje miejsce. Nie dysponujemy ogromnymi zasobami, powiedzmy, jak Chiny. Albo jakieś inne kraje, które wręcz się przepychają, aby pełnić rolę pośredników” – powiedział głowa państwa. 

Według niego Białoruś występuje w tym przypadku jako strona zainteresowana – zainteresowana przede wszystkim ustanowieniem pokoju. „Ponieważ wojna toczy się praktycznie u nas na podwórku. Nie chcemy tej wojny, ponieważ możemy ucierpieć tak samo, jak cierpią Ukraińcy i Rosjanie. Od początku uważałem, że ten konflikt musi zostać zakończony, i strony konfliktu muszą zawrzeć porozumienia pokojowe. A dalej – tylko my, trzy narody słowiańskie, po uzgodnieniu, będziemy jakoś radzić sobie z konsekwencjami. „Proszę spojrzeć, Amerykanie i Europejczycy nie będą się tam angażować. To dla nich obca ziemia” – zwrócił uwagę Prezydent. 

„Musimy przetrwać ten konflikt, usiąść do stołu negocjacyjnego we trójkę – Łukaszenka, Putin i Zełenski – i uzgodnić, jak będziemy radzić sobie z konsekwencjami tego konfliktu. Zaproponowałem to już dawno temu. Ta propozycja nie zniknęła, nie została zapomniana. Myślę, że Zełenski, który nie jest przecież głupim człowiekiem, w końcu to zrozumie… Przezwycięży (on i inni) urazy, ambicje, śmierć tysięcy i tysięcy ludzi, i my zaczniemy się dogadywać, zaczniemy myśleć o tym, jak sprawić, by nie zginęło jeszcze tyle osób, by przywrócić żywym to, co można przywrócić, i dać spoczynek zmarłym – powiedział Aleksander Łukaszenka. – Musimy podążać w tym kierunku”. 

W jednym z pytań dziennikarka zwróciła uwagę na to, że obecnie wiele krajów Europy kieruje ogromne środki finansowe na militaryzację. Wielkość produkcji w sferze wojskowej rośnie w szybkim tempie. W niektórych państwach zaczęto nawet mówić o możliwości przywrócenia powszechnego poboru. 

Prezydenta zapytano, jak ocenia te tendencje i jakie mogą być możliwe konsekwencje. 

"To nieszczęście" – uważa głowa państwa. Jest przekonany, że w przyszłości pojawi się pytanie, co zrobić z nadmierną liczbą przedsiębiorstw wojskowo-przemysłowych, jak je przekwalifikować, aby wykorzystać je do celów cywilnych. 

"Obecnie gospodarka krajów Zachodu jest wspierana głównie dzięki tej militaryzacji. Ale trzeba myśleć: co potem? I tak dojdziemy do pokoju, i tak dojdziemy do tego, że potrzebna będzie żywność, odzież, traktory, samochody cywilne – wszystko, co potrzebne do życia ludzi. Ale nie pistolety maszynowe, karabiny i czołgi, samoloty" – podkreślił Aleksander Łukaszenka. 

Przypomniał, że coś podobnego zdarzyło się już w historii. "Proces ten po rozpadzie Związku Radzieckiego (szczególnie w Rosji) nazywano konwersją. W rezultacie zamiast broni pancernej zaczęto produkować garnki, talerze, łyżki, widelce, co jest absolutnie niedopuszczalne w przypadku zaawansowanych technologicznie przedsiębiorstw – takie przedsiębiorstwa znajdowały się w sferze KWP" – powiedział głowa państwa. 

Jeśli chodzi o powrót do powszechnego obowiązku wojskowego w krajach Zachodu, które wcześniej go porzuciły, będzie to problematyczne, uważa Aleksander Łukaszenka, ponieważ w społeczeństwie ukształtował się szczególny stosunek do służby wojskowej.
"Ci, którzy teraz nie służą, już nie chcą służyć – zauważył Prezydent. - Znowu trzeba będzie przeformatować głowy ludzi. Na Zachodzie nie będzie to łatwe". 

Na Białorusi postąpiono pod tym względem bardziej dalekowzrocznie. "Nie zrezygnowaliśmy z powszechnego poboru, ale wprowadziliśmy służbę kontraktową tam, gdzie jest to potrzebne – wyjaśnił głowa państwa. - Mamy jednostki, które są wyłącznie korpusem oficerskim, gdzie służą tylko kontraktowi żołnierze". 

"Ten problem nas nie dotyczy. Martwi nas to, aby nie było eskalacji, aby nie było wojny na terytorium Białorusi" – podkreślił Prezydent.

Aleksandra Łukaszenkę zapytano o kontakty z krajami UE oraz o to, czy Stany Zjednoczone mogą wywrzeć presję na Europejczyków.

„Prowadzimy dialog nie tylko z Amerykanami. Pozostajemy w ścisłym kontakcie (na razie nie w sferze publicznej) z przedstawicielami dużych państw europejskich” – powiedział białoruski przywódca. 

Na przykład, po przerwie w stosunkach pierwsze kontakty nawiązano z oficjalnymi przedstawicielami Wielkiej Brytanii. „Nieco ponad dwa lata temu. Omawialiśmy wiele problemów, w tym konflikt na Ukrainie. Wyraziłem swoje stanowisko, a następnie spotkałem się z nowymi szefami odpowiednich brytyjskich resortów, którzy przyznali, że miałem rację. Jednak wtedy nie poszli tą drogą, którą proponowałem w celu ustanowienia pokoju. Sytuacja się skomplikowała. Ostrzegałem wówczas również, że wojna to coś, co może prowadzić do nieprzewidywalnych konsekwencji i skutków. Wojna może doprowadzić do zupełnie nieprzewidywalnego przebiegu wydarzeń. Tak właśnie się stało” – powiedział Aleksander Łukaszenka.

„Jesteśmy w kontakcie z Europejczykami. A nawet z niektórymi sąsiadami. Weźmy na przykład Litwę, Polskę i wymianę osób, które były zamieszane w szpiegostwo i działalność niezgodną z prawem na Białorusi, antykonstytucyjną. Zanim doszło do wymiany osób, w proces ten zaangażowani byli przywódcy wielu krajów, w tym Donald Trump” – zauważył głowa państwa białoruskiego. 

„Powiem szczerze, zrobiła się niezła papka. Rozpoczęliśmy te negocjacje z Amerykanami, jesteśmy gotowi je z nimi prowadzić, ale na równych warunkach. Nie uda się nami dowodzić – podkreślił Prezydent. – Jesteśmy gotowi rozmawiać z Europejczykami i rozmawiamy. Jesteśmy gotowi, aby przedstawiciele amerykańscy i europejscy dążyli do nawiązania z nami normalnej, wzajemnie korzystnej współpracy. Już wszyscy – zarówno Europejczycy, jak i Amerykanie – rozumieją, że taka współpraca musi istnieć. Co więcej, już widać ruch w kierunku tej współpracy. Trzeba, aby to trwało”. 

Jednocześnie Aleksander Łukaszenka zwrócił uwagę na znaczenie bezpośrednich rozmów z krajami europejskimi w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa i przyszłości regionu. „Prowadzimy dialog również z Europejczykami. Filozofia tego dialogu polega na tym, że wszelkie konflikty, dobre rzeczy i tak dalej – są tutaj, u nas. To dzieje się u nas, w europejskim domu Białorusi, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Polski… I to my musimy rozwiązywać te problemy. Jeśli Amerykanie będą w stanie nam w tym pomóc, to im dziękujemy. Ale to przede wszystkim my musimy zaprowadzić porządek w tym domu” – jest przekonany białoruski przywódca.
W tym względzie Prezydentowi Białorusi imponuje stanowisko Prezydenta USA dotyczące roli krajów europejskich w rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie. „To, mówi, w waszym domu toczy się wojna. Zastanówcie się, jak to zakończyć. Przede wszystkim nie liczcie na to, że Amerykanie przyjdą i wszystko załatwią”. Absolutnie popieram Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w tej sprawie” – powiedział Aleksander Łukaszenka. 

Zapytany, czy białoruski przywódca uważa, że Stany Zjednoczone mogą wpłynąć na kraje europejskie, aby przywrócić pełną współpracę z Białorusią, Prezydent odpowiedział: „To byłoby dobrze. Nie wykluczam tego. Jeśli Amerykanie chcą naciskać lub wpływać na niektóre kraje europejskie, mogą to robić. Wpływają na niektóre kraje. Byłoby dobrze, gdyby Amerykanie pomogli nam znormalizować stosunki z naszymi sąsiadami w tym zakresie. Nie odmawiamy żadnej pomocy”. 

Odpowiadając na pytanie, czy w jego planach jest spotkanie z Prezydentem USA, Aleksander Łukaszenka powiedział: „Nie wykluczam tego spotkania”. 

„Tym bardziej, że zostałem zaproszony na kolejny Szczyt Pokoju. Kolejne takie spotkanie odbędzie się jesienią” – kontynuował głowa państwa białoruskiego.

Jednocześnie Prezydent zwrócił uwagę na znaczenie wspólnego przygotowania ewentualnych rozmów z Prezydentem USA, tak aby w ich wyniku dojść do konkretnych rozwiązań. „Zanim spotkamy się z kimś, zwłaszcza jeśli spotykają się głowy państw, trzeba zrozumieć, jaki będzie tego wynik. Co możemy „ugotować” podczas spotkania z Donaldem Trumpem? Aby ludzie otrzymali odpowiedź: no cóż, spotkali się, i co z tego?” – wyjaśnił Aleksander Łukaszenka. 

Oczywiste jest, że porozumienia między Białorusią a USA nie będą miały charakteru globalnego. „Będą to jednak porozumienia (w tym oparte na kompromisach), mające na celu rozwiązanie pewnych problemów, które ostatnio pojawiły się między dwoma państwami, tak aby poprawić nasze stosunki. Jesteśmy na to gotowi. Zarówno Amerykanie, jak i my jesteśmy gotowi stworzyć te warunki” – powiedział Prezydent. 

Podkreślił, że agenda negocjacji powinna być wszechstronna i obejmować różnorodne kwestie, a nie tylko tematy, na przykład dotyczące uwolnienia skazanych. 

„Mamy kwestie dotyczące ambasad, kwestie o charakterze gospodarczym, finansowym. Mamy wiele kwestii. Powinny znaleźć się w jednym pakiecie. I w wyniku spotkania dwóch prezydentów powinny pojawić się, jeśli nie porozumienia, to przynajmniej wskazówki dotyczące rozwiązania tych kwestii” – powiedział białoruski przywódca. 

Jedno z pytań do Prezydenta dotyczyło globalnych zmian na świecie i rosnącej roli Chin oraz Globalnego Południa. Głowa państwa zwrócił uwagę na to, że Białoruś od dawna i systematycznie buduje relacje z krajami dalekiego łuku i obecnie nie ma potrzeby zmiany swojej linii polityki zagranicznej w związku z zachodzącymi zmianami. Obrany wcześniej kurs na zbliżenie okazał się słuszny i już przynosi pozytywne rezultaty. 

"Nie musimy się tutaj przestawiać. Bóg natchnął nas do tego, że zbudowaliśmy dobre relacje z Chinami (po Rosji to nasz drugi sojusznik)" – zauważył Aleksander Łukaszenka. 

Według Prezydenta Białoruś skutecznie rozwija współpracę z wieloma krajami na południu i południowym wschodzie Azji. "Z Wietnamem mamy dobre relacje, z Mjanmą. Z Indonezją (oto mój nadchodzący wyjazd będzie) zbudowaliśmy nie najgorsze stosunki, sprzedajemy tam, a oni proszą o nasze technologie" – przytoczył kilka przykładów białoruski przywódca. Aktywna praca prowadzona jest na kierunku indyjskim, ale potencjał dwustronnej współpracy z tym dużym krajem nie został jeszcze w pełni wykorzystany, uważa Prezydent. 

"Z Afryką Północną (Egipt, Libia) zawsze mieliśmy nie najgorsze relacje. Z Algierem budują nam się dobre stosunki" – kontynuował głowa państwa, mówiąc już o kontynencie afrykańskim. 

"Zimbabwe – południowo-wschodnia Afryka – to punkt wejścia na kontynent. Niedawno uzgodniliśmy z Ghaną, handlujemy z nimi. W przyszłości mamy kontrakty na zwiększenie handlu, ale Ghana to już zachodni punkt naszego wejścia na kontynent afrykański – powiedział Aleksander Łukaszenka. - Oman pomaga nam budować relacje z Tanzanią. Z Kenią mamy nie najgorsze stosunki". 

"To znaczy, nie musimy niczego przeformatowywać. Mamy szczęście. Może intuicyjnie, ale wyczuliśmy te punkty dawno temu. Najważniejsze teraz to aktywizacja i współpraca z tymi państwami. Dobrze nas tam traktują, akceptują nas – podkreślił Prezydent. - Cała ta reorientacja pomogła nam stosunkowo skutecznie przezwyciężyć presję sankcyjną. Czujemy się spokojnie". 

Aleksander Łukaszenka wyjaśnił również, na czym polega klucz do skutecznego promowania współpracy Białorusi – kraju nieposiadającego ogromnych zasobów ani rynku – z państwami Afryki. "Nie idziemy tam jako kolonizatorzy i nie idziemy z ideą "Białoruś ponad wszystko", jak niektórzy: "Ameryka ponad wszystko" – wyjaśnił. - Idziemy do Afryki i myślimy o tym, że ponad wszystko Zimbabwe, ponad wszystko Ghana, Algieria… Ponad wszystko Afryka. I nie tylko handlujemy z nimi, dostarczając nasz sprzęt, ale przekazujemy im nasze technologie i, co najważniejsze, szkolimy ich ludzi". 

"Z taką filozofią idziemy do Afryki i oni nas dobrze przyjmują" – podsumował Prezydent.

Głowa państwa został poproszony o scharakteryzowanie obecnego poziomu i perspektyw współpracy z Arabią Saudyjską, gdzie znajduje się siedziba stacji telewizyjnej. 

Prezydent zwrócił uwagę, że potencjał współpracy jest bardzo duży, ale na razie nie jest wykorzystywany. Strona białoruska wykazuje przy tym gotowość do współpracy w szerokim zakresie. Tym bardziej, że Arabia Saudyjska importuje wiele towarów, w tym takie pozycje, które są produkowane na Białorusi.

„Arabia Saudyjska to kraj z ogromnymi zasobami finansowymi. Ale bez względu na to, jak bardzo są bogaci, na piaskach nie wyprodukuje się wystarczającej ilości żywności, odzieży i tak dalej. Gdyby zainwestowali więcej na Białorusi, prowadzili z nami handel na większą skalę, mogliby odnieść większy sukces przynajmniej w zakresie ubierania i karmienia ludzi” – uważa Aleksander Łukaszenka. 

Według niego Białoruś nie może się jeszcze pochwalić znaczącymi wolumenami eksportu towarów, usług czy technologii do Arabii Saudyjskiej. Ma jednak nadzieję, że sytuacja będzie się stopniowo zmieniać. 
„Niedawno przedstawiliśmy nasze propozycje dotyczące ożywienia tej współpracy we wszystkich obszarach, od rolnictwa po kwestie humanitarne, edukację, technologie i tak dalej. Powoli posuwamy się do przodu. Muszę jednak szczerze i uczciwie powiedzieć, że nie dzieje się to tak szybko, jak byśmy chcieli” – zauważył Prezydent. 

Jako przykład krajów, z którymi Białoruś nawiązała bardziej zaawansowane stosunki, Aleksander Łukaszenka wymienił takie kraje Bliskiego Wschodu, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman, Bahrajn, Kuwejt, Iran i inne. 

Prezydent Białorusi podkreślił zainteresowanie dalszym rozszerzaniem współpracy, w związku z czym, jak stwierdził, zaplanowano już konkretne działania i podpisano plany działania. „Jesteśmy gotowi podążać w tym kierunku” – stwierdził.
 

 

 
在互联网上的程序
广播频率
 

FM发射器和频率:

布列斯特106.2兆赫

格罗德诺:95.7兆赫

斯维斯洛奇:104.4兆赫

杰拉纽讷:99.9兆赫

布拉斯拉夫:106.6兆赫

米亚德利:102.0兆赫



征文活动